<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Podr po Warszawie"> 
<author_1=Wiech>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="6">
<date=1953-06-14>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Dzisiej z powodu tygodnia stray ogniowej zmuszone jestemy zwiedzi budenki straackie.
Zaczniem od historycznej pamitki na ulicy Chodnej, czyli od tak zwanych koszar mirowskich. W tych wozowniach ktre tu widziem teraz obecnie stra ju nie egzystuje. Budowla wany zabytek stanowi. Za moich szkolnych czasw, po jednej stronie ulicy stajnie sie znajdowali a po drugiej remizy dla beczek, drabin i temu podobnie.
Stra inszy fason miaa, inaczej wyjazdy do ognia sie odbywali. Na wiey by balkon po ktrem stale i wci dyurny straak chodzi i w tak zwan sin dal kapowa. Jak zobaczy z daleka ogie, kube sygnaowy wywiesza i dawa zna straakowi, ktren na dole przy dzwonie stoja.
Jak ten zacz w dzwon zaiwania, straaki zeskakiwali z ek, ale spokojnie bez nerw i bez szumu, wcigali na siebie galanterie, wkadali mosine czapki i dawaj konie zaprzga. Nikt sie na hura nie spieszy, bo i tak nie wiadomo byo jeszcze gdzie si pali.
Tak zwany konny czyli pojedynczy topornik na koniu zasuwa w tem kieronku, gdzie jego koleka z wiey dym przyuwav. Dopieru jak konny na miejsce zajecha, obejrza co i gdzie sie pali i wrci, caa stra z niemoebnem trbieniem, a wieczorem z zapalonemy pochodniamy, jak to mwi co ko wyskoczy, gazowaa do poaru. Z tyu wolantem zaprycza brandmajster.
Widoczek by tak formalny, e kucharkom co w oknach stojeli mao serca ze stanikw nie powyskakiwali.
Dzisiej takiego fasonu ju nie ma. Przez telefon dadz zna do stray, par chopakw wsidzie na jaki draczny samochd, podobny do puda i jadzie. Nikt nawet nie zauway, jak poar ugasz i wrc.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
